Dzisiaj oglądaliśmy w TV wspominki z “Szansy na sukces”. Taki przekrój przez te wszystkie lata trwania programu. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Strasznie mi się podoba atmosfera jaka jest tworzona na planie programu, oraz na galach finałowych. Życzliwość jury oraz widowni robi fantastyczne wrażenie i tak sobie pomyślałem, jak marnie w porównaniu z “Szansą na sukces” wyglądają wszelkie dzisiejsze programy gwiazdotwórcze typu “Idol”, “Fabryka gwiazd” czy inne takie. “Szansa…” ot po prostu klasa sama w sobie i według mnie niedościgniony wzór dla dzisiejszych programów próbujących tak naprawdę promować stare gwiazdki zasiadające na ławie jury a nie kreować nowe.
Taka krótka refleksja mnie naszła :D
Niejednokrotnie na tym blogasku pisałem niepochlebnie o religii, w szczególności o chrześcijaństwie, które z racji miejsca zamieszkania znam najlepiej. Czasami nawet zdarzało mi się wchodzić w dość rozwlekłe dyskusje z czytelnikami, chcącymi przekonać mnie, że się mylę. Kilka razy nawet zostałem wyzwany od idiotów itp.
Dyskutowanie z kimś o odmiennych poglądach uważam, za rzecz bardzo cenną i nie dbam o kolor skóry, religię czy preferencje seksualne mojego adwersarza. Niestety zazwyczaj, bardzo szybko okazuje się, że dyskusji nie będzie. Pomijam wyzwiska jakimi czasami dostałem w twarz (nie tylko na blogasku moim, ale na różnych katolickich, czy generalnie religijnych forach). Wyzwiska zawsze mnie informowały, że trafiałem celnie swoimi komentarzami i ludzie ze mną rozmawiający nie mieli na to kontrargumentów. Tak więc, nie wyzwiska kończyły często dyskusję. Szybko odkryłem co gasi każdą wymianę poglądów.
Fanatyzm.
Tak. Ta postawa zabija możliwość rozmowy i dyskutowania. Nie da się wymieniać poglądów z kimś, kto święcie WIERZY i na dodatek jeszcze twierdzi, że
Rozwinięcie...Wiara to też wiedza… Ale BARDZO swoistego rodzaju. Bo ma być świadoma, także wybrana. A jeśli wybrana, to ze wszystkim konsekwencjami tej decyzji. Nawet tymi, które wydają się być niemodne, niewygodne czy nieżyciowe. Ale to temat na inną dyskusję.
No właśnie.
Chcę poprawić swoje życie. Co chcę w nim poprawić? Głównie organizację. Wiem, że jestem cholernie słabo zorganizowany, czuję potrzebę zwiększenia efektywności swoich działań. Chcę efektywniej wykorzystywać mój czas.
W związku z czym poszukuję sposobów na poprawienie jakości moich codziennych działań. Zacząłem od materiałów na ten temat zmieszczonych w sieci. Jeszcze nie przeczytałem a tym bardziej nie przeanalizowałem wszystkiego co tam znalazłem, ale powoli wyłania mi się pewien obraz tego, co zrobić powinienem aby postawiony sobie cel osiągnąć.
Brzmi niezbyt ciekawie i inspirująco, jednak chyba dobrze jest mieć kilka codziennych czynności, które wykonujemy zawsze. Z tego co wyczytałem w Sieci, takie daily routines pomagają. Gdzieniegdzie proponują stworzenie dwóch list z takimi czynnościami rutynowymi. Jedna miałaby być dla porannych działań a druga dla wieczornych. Inni zaś twierdzą, że w zupełności wystarczy jedna lista.
Tak, tak. Bez tworzenia codziennego planu zadań niewiele da się zrobić. Tak więc wypadałoby zorganizować swój dzień, zaplanować go, a potem już tylko odhaczać (od ptaszkować) kolejne, wykonane punkty z planu dnia. Ten pomysł wydaje mi się bardzo dobry i od niego zaczynam swoje zmienianie się w well organized human being. Gdzieś radzili aby nie zawalić się na początku zbyt wielką dawką tudusów. Ważne za to, żeby każdy tudus miał swojego dedlajna czyli nieprzekraczalny termin wykonania. Czyli, jeśli planujemy coś wykonać dzisiaj, to dzisiaj to musi zostać wykonane. Nie ma przeproś. Dlatego lepiej na początek zbyt wiele od siebie nie wymagać bo łatwo się zniechęcić.
Rozwinięcie...