“Ogrody…” przeczytałem baaaaardzo dawno temu. Poleciła mi je znajoma. Kurka, jak zobaczyłem okładkę to chciałem się zapytać, czy żartuje czy o drogę pyta. (Okładkę możecie podziwiać chociażby właśnie na mindfuck, do którego podlinkowałem w zajawce :) ).
Ta okładka to po prostu żenada. Zresztą kładki do trylogii Carol Berg równie kiepskie, ale MAG w tym przypadku bije rekord śmietnikowości okładki.
Totalnie nijak się ona ma do treści książki.
Jakoś te stosy ciał, rozdziobane ścierwa żołnierzy, nie zrobiły na mnie aż takiego wrażenia, jak na autorze mindfucka. Owszem jest tego tam sporo, ale nie wzrusza to jakoś szczególnie.
“Ogrody Księżyca” ciągnął nas powoli przez te wszystkie krwawe szlaki. Ciągnął nas do jakiegoś celu, który, mam nadzieję, jest Autorowi znany. W końcu kilka kolejnych tomów tego napisał...
Powiem tak: książka warta przeczytania, ale nie oczekujcie jakiegoś wielkiego rozwalenia mózgu, bo tego tutaj nie ma. Ja tego nie znalazłem nawet po tych 200 stronach, o których pisał GeedieZ u siebie.
Faktem jest też, że książkę tę czytałem dość dawno temu i wielu emocji już nie pamiętam. Tak więc bierzcie ten wpis przez palce i nie polegajcie na nim przy wyborze, lub nie, tej właśnie książki.





2 Odpowiedzi
GeedieZ
luty 18, 2007 at 07:19
1Czyli nie podobała Ci się aż tak? Mnie również początek srogo znudził ale potem się akcja rozkręciła. Natomiast póki co nie jest Eriksson jednym z moich ulubionych autorów, zobaczymy jak mi się będzie czytało drugą część cyklu.
walth
luty 18, 2007 at 07:34
2Dokładnie “aż tak” mi się nie podobała :)
Wypowiedz się jeśli chcesz.