Wstęp.
Pamiętacie jak to, ponad pół roku temu, wypytywałem szanownych odwiedzających mnie Czytelników i Czytelniczki jaki bank polecają? Gdzieś tutaj o to pytałem.
Korciło mnie do mBanku, złożyłem nawet przez Internet podanie o założenie konta, jednak przez drobne niedopatrzenie w adresie nie udało mi się z kurierem umówić. Zadzwoniła później do mnie miła Pani z mLinii pytając czy może mi jakoś pomóc. Umówiliśmy się, że dostawa przesyłki nastąpi pod inny adres… I to by było na tyle. Przez jakiś czas na dokumenty czekałem a później sprawę olałem i już…
Rozwinięcie.
Generalnie co jakiś czas nachodziło mnie, żeby zobaczyć to tu to tam, jakie banki dają możliwości w tej materii, ale w końcu przemogłem się i poszedłem do najbliższego oddziału mojego dotychczasowego banku (Bank PEKAO SA), celem aktywowania usług internetowych na kocie. Wybierałem się dobre 5 miesięcy (Gaba na pewno potwierdzi z ochotą). W końcu jednak nadszedł ten DZIEŃ. Wybrałem się. Pani (jakoś tak trafiam na same przemiłe panie) powiedziała, że jak najbardziej upgrade konta może zostać dokonany. Muszę tylko podać pin do mojej karty bankowej. Ech i tu się zaczęli schody… Pinu do owej karty po raz ostatni używałem ze 4 lata temu, tak owóż go nie pamiętałem. Zresetować i ustawić nowego tak łatwo już nie można – jak się okazało. Musiałbym się wybrać do oddziału banku w którym konto zakładałem, a to dość mi nie po drodze jest.
Rozwijamy dalej…
Nie od dziś jednak wiedziałem, że konto internetowe mieć muszę i kropka. W międzyczasie powstał Evil Plan i postanowiłem się zaciążyć kredytem jakowymś, co by moje ciężko zarobione pieniądze na luksusy wydać. W momencie kiedy ów Evil Plan się skrystalizował, kiedy dostałem Gabcine błogosławieństwo (nie do końca chyba kobietka moja wiedziała co robi, ale trudno, słowo się rzekło), trzeba było procedurę nabycia nowoczesnego konta bankowego wydatnie przyspieszyć, lub też od nowa rozpocząć.
Nieoczekiwany zwrot akcji.
I tak oto ponownie złożyłem dokumentację do *mBank*u :) Tym razem bez błędów i wypaczeń poprzedniej epoki, tak więc dokumenty z kurierem przyjechały, podpisałem wszystko i cieszyć się zacząłem nowym bankowym kontem internetowym. Kredyt wziąłem, karty dwie dostałem i solennie obiecuję pieniądze ciężko zarabiane wydawać.
I wreszcie – ZAKOŃCZENIE.
Na koniec tej historyi powiedzieć Wam bardzo chcę, że takie karty VISA (wypukłe czy zaokrąglone czy jak to zwał) to narzędzie Szatana. Oprzeć się nie mogłem i pierwszą internetową płatność zrobiłem. Otóż w Google zakupiłem trochę dodatkowego miejsca na zdjęcia… Spodziewajcie się więc, że zacznę je ostro zapełniać co by pieniędzy nie marnować…
]:->





2 Odpowiedzi
Lunar
maj 13, 2008 at 02:18
1PEKAO z żubrzykiem.. heh od niedawana mój ‘nowy, stary’ bank… tzz fuzje zrobili i nawet nie pytali czy konto chce przenieść… chamy jedne.. ale tera czasu na zmiany nie mam.. wiec poczekam do spokojniejszych wakacji i wiesz co?.. tez myślę nad MBankiem ;p
kamil
maj 13, 2008 at 11:59
2piekna i wzruszajaca historia :
) Witaj w gronie mBankowcow :)Wypowiedz się jeśli chcesz.