Dni temu kilka Mr. Brocha poruszył na swoim blogu ciekawy temat. Otóż we wpisie Nie pożądaj żony swojej odniósł się do artykułu z Polityki. Tego artykułu. Warto go przeczytać.
Szczękę z kolan zbierałem. Naprawdę. Mimo całej mojej dobrej woli nie jestem w stanie zrozumieć, jak można oddawać cześć istocie, która uważa, że seks z kimś, kogo się kocha, jest złem? Skoro instytucja Kościoła jest tak skostniała i w ogóle nie bierze pod uwagę, że człowiek może się pomylić i wybrać za pierwszym razem źle, to jaki jest sens tego całego sakramentu? Czy ma sens mówienie o Miłości i Przebaczaniu w takim kontekście? Czy ma sens mówienie o Zrozumieniu?
Zawsze mnie zastanawiało dlaczego w Chrześcijaństwie cielesność jest czymś grzesznym, dlaczego seks z kimś, kogo się kocha ma być niemiłym tak – podobno – dobremu Bogu jakim jest Bóg Chrześcijański? Strasznie mi szkoda tych ludzi z tego artykułu. Szkoda mi ich, ponieważ dali się zmanipulować instytucji, która wcale o nich nie dba. Stali się powolni ludziom, którzy tak naprawdę nie mogą niczego zagwarantować, jedynie wierzą, że ich Bóg byłby niezadowolony gdyby uprawiali seks nie ze swoim współmażonkiem. Takie manipulowanie czyimś życiem powinno być zakazane przez państwo. Powiedzcie mi proszę, czym różni się to, co zrobiono tym ludziom z artykułu, od tego, co robią różne sekty, swoim wyznawcom? Przecież tak jedni jak i drudzy piorą mózgi ludziom! Mieszają w cudzych duszach do tego stopnia, że ludzie stają się marionetkami w ich rękach. Skoro możesz komuś wmówić, że seks z ukochaną osobą jest grzechem i doprowadzić do tego, że ta osoba będzie się przed tym seksem powstrzymywała a każde seksu uprawianie opłaci ogromnym poczuciem winy, to możesz sprawić, naprawdę wiele. Czy ludzie naprawdę tego nie widzą? Czy tak ciężko dostrzec, że ktoś gmera w naszej osobowości?
Rozumiem, że ludzie często czują się zagubieni w dzisiejszym świecie, że chcą mieć przewodników, którzy pokierują ich życiem a tym samym zdejmą część odpowiedzialności jaka na nich ciąży. Pytanie tylko, czy naprawdę warto oddać wszystko co najcenniejsze w ręce innych osób? Szczególnie, że zazwyczaj wcale to nie są osoby o wysokiej moralności czy rozumiejący czym jest etyczne postępowanie. Często ci ludzie są targani tymi samymi namiętnościami co my, mają podobne wątpliwości i tak samo szukają swoich przewodników…
Jak zwykle dochodzę do tej samej konkluzji co przy innych wpisach o religii. Najważniejsze jest samodzielne myślenie. Nie potrzebujemy autorytetów w sprawach moralnych bo moralność nie potrzebuje autorytetu. Jesteśmy wszyscy ludźmi i każdy może się mylić, nie ma wyjątków. Ludzie różnych religii są tak samo głupi, naiwni, inteligentni, źli, dobrzy i moralni jak Wy czy ja. Powtórzę raz jeszcze: tutaj nie ma wyjątków. Nikt nie uczynił księdza lepszym człowiekiem, tylko dlatego, że dał mu święcenia kapłańskie. Ksiądz jest nadal człowiekiem, często cholernie sfrustrowanym człowiekiem, który tak samo nie wie jak sobie radzić z problemami jak i inni ludzie.
Nie dajmy się ponieść pragnieniu łatwego życia. Życie nie może być proste, ale też nie popadajmy w skrajność, że życie musi być pełne wyrzeczeń bo tak chce nasz Pan. Zastanawiam się, czy gdyby tym ludziom z artykułu, i im podobnym, powiedzieć, żeby skoczyli z okna, bo to spodobałoby się ich panu, to by skoczyli? Raczej nie, ale po tym co tam przeczytałem, pewności nie mam…
To jest umysłowe więzienie w jakie dali się zamknąć i jeszcze próbują wszystkim wmówić, że dopiero teraz są wolni. To jest straszne!. Powinno się wsadzić do więzienia tych braciszków, za to, co robią. Nie mając żadnego przygotowania doradzają innym ludziom, jak powinni żyć.
Czy aby na pewno największym zagrożeniem dla pokoju jest aborcja?. Bo ja widzę znacznie większe zagrożenie w osobach tych duchownych.





7 Odpowiedzi
Kasia
maj 11, 2008 at 01:31
1nie przeczytałam jeszcze całego Twojego posta, ale już w pierwszym akapicie muszę się zbuntować! “…jak można oddawać cześć istocie, która uważa, że seks z kimś, kogo się kocha, jest złem?”
mylisz Boga z instytucją kościoła – a to są naprawdę dwie różne rzeczy.
i jak widać z artykułu (też go znam), nawet w łonie samego kościoła zdarzają się różne postawy – mam na myśli tego zakonnika doradzającego małżeństwom niesakramentalnym, żeby jednak lepiej sypiały ze sobą (popełniając grzech z punktu widzenia kościoła), niż żeby grzeszyły na zewnątrz lub świrowały.
myślę, że to jest dziś jedna z przyczyn odchodzenia ludzi od kościoła – ta nieumiejętność pogodzenia rzeczywistości z martwymi zasadami. ja również nie wyobrażam obie wstrzemięźliwości w związku niesakramentalnym, a nawet wcale nie w związku – bo przecież nie wszyscy zawiązują małżeństwa. ale mam do tego pewien luz i (choć do kościoła ostatnio prawie nie chadzam), zostawiam ewentualne oceny samemu Szefowi, nie przejmując się za bardzo Jego urzędnikami, którzy sami często mają zbyt wiele za uszami, żebym miała ochotę pozwalać sie im oceniać, a poza tym empatii i rozumu im chyba nie przydzielają wraz z sutanną.
waltharius
maj 11, 2008 at 02:15
2Kasiu – ale Kościół działa w imię Boże. Jeśli myślisz inaczej jesteś poza Kościołem i zbawienia nie dostąpisz. Tak działa KK. Ja nie piszę o Twojej wierze w Boga, bo jeśli nie zgadzasz się, że Kościół działa w imię Boga, to nie dałabyś się tak zmanipulować. Nie ja tu mylę Boga z instytucją. To zostało już dawno pomylone, ja się tylko trzymałem pewnej nimenklatury :-)
Ale nadal seks jest grzechem…
A z zakończeniem Twojego komentarza zgadzam się całkowicie! :)
Kasia
maj 11, 2008 at 10:46
3kurde… zawsze byłam inna… nie ma dla mnie ratunku;)
Perpetka
maj 15, 2008 at 08:35
4Spróbuj kiedyś, to się przekonasz :P
A tak serio: wolność polega też na tym, że można pozwalać ludziom wybrać źle. Tak więc, mimo że dla Ciebie i dla mnie opisane w artykule koncepcje wydają się chore, to nie mogę się zgodzić ze zdaniem:
Jeśli ktoś chce ich słuchać, jego wybór. Możemy próbować doradzać tym ludziom inaczej, ale to oni podejmują decyzję, kogo chcą słuchać. A stwierdzenie, w którym miejscu kończy się świadome przyjmowanie cudzych argumentów, a zaczyna pranie mózgu, manipulacja i ogłupienie, to cholernie śliski grunt…
Co do meritum – ja właśnie dlatego rzuciłam KK.
waltharius
maj 16, 2008 at 09:32
5Nie zgadzam się z Twoim stwierdzeniem, że
Bardzo łatwo to stwierdzić. W końcu sekciarstwo i pranie mózgu jest zakazane, tak? Namawianie kogoś do czegoś to jedno, a podpieranie się nieudowodnionym boskim autorytetem to zupełnie co innego. Dla mnie, to co przeczytałem w tym artykule to zło i kropka. Niczym się nie różni od prania mózgu jakie robią swoim “członkom” sekty.
Perpetka
maj 19, 2008 at 10:53
6A widzisz, to jest właśnie temat, nad którym zastanawiam się od dawien dawna – w którym miejscu przebiega ta granica między perswazją a praniem mózgu, a konkretnie: w którym miejscu manipulacja staje się nieetyczna.
Proponujesz tu prostą definicję, że powoływanie się na nieudowodniony boski autorytet to już pranie mózgu. A czy powoływanie się na niesprawdzone hipotezy naukowe na przykład to też już pranie mózgu? A czy jeśli manipulujący powołuje się na coś nieprawdziwego, ale będąc przekonanym, że to prawda, czyli jak to po prawniczemu się nazywa “w dobrej wierze”? Czy bardziej problemem jest tu o powoływanie się na boski autorytet czy raczej straszenie bardziej namacalnymi społecznymi sankcjami jak wykluczenie ze wspólnoty, potępienie w środowisku, etc.?
I właśnie dlatego “sekciarstwo i pranie mózgu” wcale nie jest w Polsce zakazane, bo strasznie trudno takie coś udowodnić (a po drugie dlatego, że nie dałoby się tak zdefiniować paragrafów, żeby KK się nie łapał). Sekty wpadają zazwyczaj na machlojkach finansowych albo zakazanych praktykach seksualnych (gwałty, kazirodztwo, wykorzystywanie nieletnich). Zobacz np. sprawę betanek z Kazimierza – nie jest łatwo udowodnić, że te dziewczyny skrzywdzono. One twierdzą, że wszystko jest ok i to był ich wybór…
waltharius
maj 21, 2008 at 04:35
7Określenie czegoś “hipotezą naukową” od razu sprawia, że zupełnie inaczej się do tego podchodzi. Nie musisz w to wierzyć, nie musisz tego uznawać za fakt – musisz się do tego jakoś ustosunkować, przemyśleć to, zbadać dokładniej. W sprawach wiary nie masz takiej możliwości. Jest Bóg, któremu nie podoba się to a to, a bardzo lubi kiedy dzieje się tak a tak. Gdzie tutaj miejsce na perswazję, dyskusję, argumenty i kontrargumenty? Brak.
Sankcje typu ostracyzm to nie jest pranie mózgu ale dodatkowy “atut” jakim można zagrać, aby “przekonać” kogoś, że ma się rację. Na zasadzie “ludzie jedzcie gówno, miliony much nie może się mylić.
Osoba po praniu mózgu zawsze będzie uważała, że wszystko jest ok. Trzeba naprawdę wzmożonego wysiłku aby pokazać jej, że wcale nie wszystko jest ok. KK łapie się na każdą definicję sekty chociaż sektą nie jest, bo jego “droga” jest dominująca a sekta z definicji, musi być w mniejszości.
Nadal uważam, że można odróżnić pranie mózgu od perswazji. Jeśli ktoś opiera się na niesprawdzonych danych i przyjmuje je za pewnik i na ich podstawie podejmuje decyzje, bo ktoś inny mu powiedział, że tak jest lepiej – to to jest właśnie pranie mózgu. Coś czuję, ze będę się musiał tym głębiej zająć w kolejnym z wpisów.
Dzięki za ciekawą i rozwijającą dyskusję :D
Wypowiedz się jeśli chcesz.