Walth's World

Blondas poznaje świat

Kto rano wstaje...

…ten jest (cholernie) nie wyspany.

Ponieważ w związku z nową pracą, w zasadzie mój czas w całości w ciągu dnia jest zagospodarowany, postanowiłem przenieść pisanie blogaska na godziny (baaaardzo) wczesno-poranne. Dochodzi 6 rano kiedy klepię te słowa.

Idą święta i nawet gdybym chciał, nie mogę tego faktu zanegować. Cała rodzina żyje końcem grudnia, więc siłą rzeczy i ja muszę… Na szczęście jest internet i większość prezentów już zakupiona, albo czeka w jakiś zimnych halach sklepowych na zapakowanie i wysłanie pod wskazany adres. Oczywiście nie obyło się bez “tradycyjnego” biegania z wywalonym ozorem po sklepach. Jednakoż tego ganiania było naprawdę mało, zanosi się, że jeszcze ze 2x będzie trzeba wyleźć z domu w celu nabycia jakiejś błyskotki zdolnej przebłagać gniew surowych Bogów świątecznych zakupów i świątecznej gorączki. Nie lubię za bardzo tego okresu gorączki zakupowej. Za świętami też już od lat nie przepadam. Jak byłem mały dzieckiem i nastolatkiem , to nawet nawet atmosfera tego czasu mnie jakoś urzekała. Nie kojarzyłem jej jednak zupełnie z religią. Kościół, jeśli musiałem odwiedzić bo “mama mnie kazali”, to odwiedzałem, ale był to raczej rodzaj kary i straty czasu. Nie czułem, że biorę udział w czymś podniosłym i była to ta przysłowiowa “łyżka dziegciu w beczce miodu”. Święta, to kolorowe światełka na choince, ludzie troszkę milsi i wyrozumialsi dla siebie, mniej krzyczenia, ale i tak strasznie dużo stresu i napięcia… Od kilku lat święta są już spokojniejsze, ale ja się w tym czasie zestarzałem na tyle, że mnie to już nie kręci a Mikołaj ma za duży brzuch żeby przecisnąć się kominem, tak więc trzeba go wyręczać…

Minął też pierwszy miesiąc w nowej pracy. Wrażenia? No cóż… hurra-optymizm już minął. Jestem baaardzo zadowolony z tego gdzie pracuję i co robię. Nareszcie!
Fantastyczna (generalnie) atmosfera w pracy to naprawdę przyjemna i ważna rzecz. Młodzi ludzie, z którymi bardzo łatwo i bardzo szybko nawiązać kontakt. I człowiek wie, że się raczej dogada, to kolejny ogromny plus mojej pracy.
Ilość pracy jest po prostu przeogromna. Szczególnie nauki Windowsowych serwerów. Na szczęście już od dłuższego czasu przestałem być linuksowym fanatykiem, w związku z czym cieszę się na myśl, że szefostwo nie ma nic przeciwko, aby wysłać mnie na jakiś kursik MS. Najpierw jednak muszę jakieś podstawy tego całego MSŚwiatka wciągnąć, przetrawić i ogólnie ogarnąć. Spora ilość, bo ponad kilkadziesiąt, serwerów, którymi mam się opiekować robi już na mnie coraz mniejsze wrażenie. Nadal czasami przytłacza, szczególnie adresacja IP… Jednak jest to do ogarnięcia i powoli zaczynam chyba w to wchodzić. Na razie zdarza się siedzenie po nocy, aby dokończyć jakieś zadanie, ale myślę, że za kilka miesięcy będzie tego coraz mniej. Zupełnie nie wyobrażam sobie jednak, że za pół roku nie będę miał w ogóle nadgodzin. Raczej nie ma szans. Nie przy tylu projektach jakie chcę stworzyć i jakie mi wierchuszka narzuci :-)

W związku, ze wspomnianym już kilkakrotnie, brakiem czasu, na blogasku prędko nie pojawią się recenzje tych kilku książek, które jakiś czas temu nabyliśmy wzięliśmy drogą kupna. Nie sądzę, żeby moi Szanowni Czytelnicy tęsknili za owymi recenzjami… Sądzę, za to, że po świętach pojawi się kilka nowych recenzji sprzętów elektronicznych wszelakiej maści, co pewnie też nie za wielu zainteresuje, gdyż moje podejście do recenzowania takich artykułów gospodarstwa domowego jest dość dziwaczne ;-)

Heh długaśny trochę wyszedł mi ten poranny wpis, a tu jeszcze kilka wcześniej zaplanowanych czeka w kolejce…

4 Odpowiedzi

  1. brocha

    grudzień 6, 2007 at 08:57

    1

    6 rano? proza życia :)

  2. Kasia

    grudzień 6, 2007 at 09:14

    2

    fajnie, że praca daje Ci radość:)

  3. kol. Łukasz

    grudzień 6, 2007 at 10:54

    3

    No i nie zapominaj o ślęczeniu nad serwerami linuksowymi, które też – z tego co wiem – sen z powiek Ci spędzają :-).

    Ale, jak to mówił mój były prezes, Dasz Radę(TM).

    :-)

    ps.
    a kiedyś podśmiechujki ze mnie uskuteczniałeś, kiedy Ci mówiłem, że mam w domu na desktopach W2K i za żadne skarby świata tego nie zmienię :-).

  4. waltharius

    grudzień 6, 2007 at 01:47

    4

    brocha – nie wiem czy to taka proza, bo całkiem fajnie było :D

    Kasia – ja też się cieszę, aczkolwiek nie jest lekko…

    kol. Łukaszu – nadal się będę podśmiewał, bo ja bym za żadne skarny teraz nie zmienił na kompie Ubuntu na Windowsa. Bez szans :)

Wypowiedz się jeśli chcesz.


Track with co.mments

Wasze komentarze