Walth's World

Blondas poznaje świat

Ślicznie zmarnowałem łikendzik

No i minął. Skończył się szybciej niż bym sobie tego życzył, ale to było spodziewane zjawisko. Mnóstwo planów, jakie miałem wzięło oczywiście w łeb :) Tego też się z grubsza spodziewałem. Trochę szkoda, ale co tam… musiałem odpocząć, a dla mnie najlepszą formą odpoczywania jest totalne lenistwo, nic nie robienie i udawanie, że za chwilę wezmę się za coś konstruktywnego. Takie oszukiwanie samego siebie. Dobrze wiem, że nic nie zrobię, bo mi się nie chce i mam ochotę na nicnierobienie, jednak próbuję udawać przed samym sobą, że jak by mi się chciało to bym naprawdę dużo osiągnął… No właśnie, gdybym naprawdę chciał.

Kiedy człowiek nic nie robi konstruktywnego, ani nie jest przymuszony do wykonywania żadnej konkretnej pracy, czas zmienia swój bieg. Płynie jakby gdzieś poza nami, szybko znika i zanim się człowiek obejrzy 5 minut zamienia się w 5 godzin. To jakaś tajemnica Wszechświata a zarazem dowód, że Einstein miał rację i czas wcale nie jest const.

Tak raz na jakiś czas dobrze totalnie odpocząć i zmarnować sobie ze dwa dni. Mi one umknęły na spaniu, graniu i szukaniu jakiś informacji o ciekawych notebookach. Grałem w grę S.T.A.L.K.E.R Shadow of Chernobyl. Bardzo fajna gra – tak swoją drogą.

Czy wypocząłem? Wydaje mi się, że tak. Owszem, nie chciało mi się dzisiaj iść do pracy, ale to żadna nowość. Mam jednak nadzieję, że następny weekend jednak mniej pójdzie na zmarnowanie. Wedle zasady, co za dużo to nie zdrowo.

4 Odpowiedzi

  1. astromaria

    październik 1, 2007 at 03:04

    1

    Wcale nie zmarnowałeś łikendu, tylko właściwie go wykorzystałeś! On jest od tego, żeby nicnierobić. Cały tydzień zasuwasz, więc byczenie się słusznie ci się należy.
    Zamiast udawać przed samym sobą, że zaraz coś zrobisz, powiedz sobie jasno: guzik, nic nie zrobię i jest mi z tym baaardzo dobrze (albo może i zrobię, ale tylko wtedy, jeśli mi się łaskawie zachce). Tylko taka odważna wobec braku obowiązków postawa gwarantuje pełny wypoczynek. Wyrzuty sumienia (zupełnie nieuzasadnione) z powodu nicnierobienia mogą szkodzić zdrowiu.
    Życzę pełnego sukcesu w nicnierobieniu w przyszły łikend!

  2. walth

    październik 1, 2007 at 03:33

    2

    astromaria ależ ja wcale nie miałem wyrzutów sumienia :) Prawdę powiedziawszy szkoda mi jednak trochę w ten sam sposób spędzić kolejnego wolnego weekendu. Wolałbym jednak kilka rzeczy zrobić :) Kto wie, może mi się łaskawi zechce ;-)

  3. Kasia

    październik 1, 2007 at 08:48

    3

    a ja trochę odpoczęłam i owszem, ale poza tym zmarnowałam ten – jakże bogato zaplanowany – wolny weekend konkursowo i nawet nie do końca ze swojej winy… ból głowy (bo zmiana ciśnienia), a co gorsza – niezapowiedziana impreza w domu, która pod koniec dnia już wywoływała u mnie pianę na ustach (hałas etc.)

  4. walth

    październik 2, 2007 at 01:05

    4

    kasia o tak! nizapowiedziane wizyty są straszne. Szczególnie jak nie mamy ochoty na taką wizytę. Sporo jednak racji ma astromaria odnośnie “marnowania” weekendów. Warto się nad taką opcją zastanowić.

Wypowiedz się jeśli chcesz.


Track with co.mments

Wasze komentarze