Nienawidzę przeprowadzek.
Półtora roku w jednym miejscu sprawiło, że rozleniwiliśmy się i zapomnieliśmy co oznacza zmienić miejsce zamieszkania. Półtora roku temu się przeprowadzaliśmy i to było ciężkie ale teraz… Kurde nawet nie zdawałem sobie sprawy, że przez ten czas zgromadziliśmy tyle szpargałów. I to cholernie ciężkich szpargałów. Komputery, książki, ciuchy, książki, komputery… Ludzie! ile to waży wszystko. Gdyby nie pomoc kolegi Waldka, który wspomógł nas swoim samochodem i siłą, za co mu ogromnie dziękujemy, nie dalibyśmy rady przeprowadzić się w 2 tygodnie. Serio.
Nowe mieszkanko
Spore. Po tym jednym małym pokoiku, w którym spędziliśmy tak wiele czasu, to jest ono wręcz ogromne. Dwupoziomowe, z ogromną garderobą, dużą łazienką (bez wanny :( ) i całkiem fajną kuchnią. Niestety oprócz plusów są minusy.
Mieszkanie jest zimne. Dosłownie i w przenośni. O ile zimno spowodowane ogólną atmosferą panującą w mieszkaniu da się jakoś zniwelować o tyle zimno fizyczne wydaje się nie do przeskoczenia. Trzeba się będzie przyzwyczaić. Gaba twierdzi, że to mieszkanie jest tylko na krótki czas. W pewnym sensie ma racje. Boimy się elektrycznej kuchenki gdyż gazu w nowym budownictwie nie ma. Nie wiemy czy rachunki za prąd nas po prostu nie zjedzą…
Kolejnym minusem jest dostawca internetu. Firma Młociny (chyba tak się nazywa) podpięła nam Sieć i TV. Fajnie, bo tanio i szybko. Na pytanie czy jak podepnę sobie router WiFi wszystko będzie śmigało, dostaliśmy odpowiedź twierdzącą. Niestety po podpięciu routera są problemy. Niektóre strony się nie wczytują. Te z .com i nie tylko. Nie umiem nawet stwierdzić jakie konkretnie się nie wczytują, bo wydaje się to być dość losowym wyborem. Bez routera wszystko działa ok, więc panowie od sieci stwierdzili, że to nie jest ich problem i już.
(Na przykład google.com się nie wczytuje.)
Za Astera na starych śmieciach płaciliśmy sporo, ale tam wszystko działało od ręki i bez najmniejszych problemów. A jak już jakoweś się pojawiały były szybko i fachowo naprawiane.
No cóż, jak widać dbałość o klienta nie jest mocną stroną dostawcy mediów na osiedlu Młociny. Pan w rozmowie telefonicznej stwierdził, że ostatnio wiele osób ma na osiedlu kłopoty z routerami, bo są to tanie i byle jakie routery. Mówię, że mam Linksysa na podzespołach Cisco, więc on stwierdził, że najwięcej awarii mają właśnie tego sprzętu. Sprawa dla niego jest zamknięta… Ech…
Takie podejście do klienta jest dość krótkowzroczne i niezbyt przewidujące. Zważywszy, że mają tutaj konkurencję, tylko w konkurencji są słabsze parametry…
Tak więc średnio jesteśmy uszczęśliwieni zmianą miejsca zamieszkania. Myślę jednak, że daje tutaj też o sobie znak syndrom przeprowadzkowy. Do nowego trzeba się przyzwyczaić, jakoś okiełznać, opanować i dostosować do swoich potrzeb. Obwąchać wszelkie kąty i zaznaczyć teren :) Samemu się trochę ugiąć i nagiąć do nowego, co jest chyba najtrudniejsze, ale da się zrobić.
Zobaczymy jak nam minie pierwszy miesiąc a potem drugi. Teraz to tylko strach ma wielkie oczy, a zmiany i nieznane zawsze wywołują jakieś lęki. A może my za wiele oczekiwaliśmy…?





6 Odpowiedzi
Kasia
wrzesień 21, 2007 at 08:56
1ostatni raz przeprowadzałam się, gdy miałam 7 lat – od tamtej pory najwyżej wyprowadzałam sie na wakacje z racji wyjazdów… i tak sobie myślę, że gdybym miała się stąd wyprowadzać, to byłoby straszne z powodu ilości rzeczy (już remonty mnie zabijają) i chyba musiałabym mieć poczucie, że wyprowadzam sie na stałe i w miejsce, w którym dłużej zagoszczę… ale co ja mogę wiedzieć o przeprowadzkach;)
walth
wrzesień 21, 2007 at 10:42
2No tak, ja i Gaba to już emigrantami jesteśmy ;-) Gaba mniej, ale ja to od zawsze w ruchu. To nie jest zbyt fajne, bo człowiek czuje, że nie ma swojego miejsca. Różnie się życie układa…
brocha
wrzesień 22, 2007 at 12:53
3kuźwa ja to się w życiu tyle razy przeprowadzałem, że już nie pamietam wszystkich brocho-melin ;(
pasiwo
wrzesień 22, 2007 at 08:50
4ja uwielbiam przeprowadzac sie. Do tej pory przeprowadzalam sie do kilku wlasnych mieszkan, jednego domu. Terza czeka mnie budowa kolejnego domu i przeprowadzka. Czy ostatania? Dlaczego lubie przeprowadzac sie? Dlatego, ze za kazdym razem moj dom jest kompletnie rozny od poprzedniego, a mozliwosci wystroju wnetrz sa niemal niegraniczone i nawet mnie sama zaskakuje efekt koncowy. To wyzwania, ktorych realizacja dodaje mi sil:) Maz mowi, ze powinnam skonczyc architekture wnetrz, a nie ekonomie. Chcialam, ale rodzice zadecydowali inaczej… Pozdrawiam:)
walth
wrzesień 22, 2007 at 02:15
5pasiwo – no tak, jak stać na mieszkanie/dom to faktycznie przeprowadzka może być wyzwaniem. Gorzej jak to ciągle jest na obczyźnie… Ale może kiedyś ;-)
Ja jak policzyłem to w sumie przeprowadzałem się około 12 – 15 razy. W samej Warszawie jakieś 6x.
pasiwo
wrzesień 24, 2007 at 08:38
6niezły dorobek! Ja choc dobijam do 10, to zawsze w obrebie swojego miasta:)
Wypowiedz się jeśli chcesz.