Walth's World

Blondas poznaje świat

Przeczytałem ostatnio książkę biograficzną o Galileuszu. Napisana przez Emile Namer nosi tytuł „Sprawa Galileusza”. Egzemplarz, który jest w moim posiadaniu pochodzi z roku ’85 i wydany został przez Wydawnictwo Czytelnik.

Mimo, że książka swój wiek ma, czyta się ją niesamowicie dobrze. Okraszona ogromną ilością cytatów ze źródeł przenosi nas w czasy ówczesne Galileo – wielkiemu matematykowi królewskiemu. A czasy to niełatwe były dla ludzi nauki. Kościół, a w szczególności Święte Oficjum dbało o „czystość” myśli wszystkich sług swoich. Na swoje nieszczęście Galileo należał do tego zacnego grona. Sobór Trydencki pięknie zakończył okres swobód intelektualnych. Nasz bohater miał właśnie to nieszczęście, że urodził się w czasach po Soborze.

Czas jakiś temu w moim wpisie No i co z tym Bogiem? O trudzie dyskusji niejaki Michał uznał, że największe odkrycia naukowe miały miejsce właśnie w tych państwach, gdzie Kościół miał najwięcej do powiedzenia.

No cóż prawdą jest, że Galileusz żył w czasach, kiedy Kościół stanowił o polityce wielu ówczesnych państw, prawdą jest, że to właśnie w tych czasach Kopernik poczynił swoje odkrycia a Giordano Bruno spłonął na stosie za ich rozszerzenie. Pytanie tylko, czy te odkrycia były prowadzone pod patronatem Kościoła czy niejako wbrew niemu?

Jak się dowiadujemy z lektury książki, o której wspomniałem na wstępie, zdecydowanie niemiłymi Kościołowi były nauki Kopernika, które uznane zostały za hipotezy robocze a nie fakty naukowe i tylko dlatego nie stały się herezjami i nie trafiły na Indeks. Oczywiste było, że Ziemia jest w centrum Wszechświata a Słońce i inne planety oraz gwiazdy krążą wokół niej. Tak stoi w Biblii, więc żadne “dowody naukowe” nie mogą być z nią niezgodne. Niestety doświadczenia przeprowadzane przez Galileusza, na jego nieszczęście stały w sprzeczności z prawdą objawioną w Piśmie Świętym. Na swoje nieszczęście Galileusz chcąc wybrnąć z trudnej sytuacji postanowił zinterpretować Pismo Święte. To był duży błąd, gdyż Pisma Świętego nie można było interpretować, jeśli wcześniej nie przeszło się specjalnego prania mózgu, tj szkolenia. Za to Inkwizycja ukarała Galileusza w 1616 roku. Po kilkunastu latach Galileo znowu wyskoczył ze swoimi odkryciami. Opublikował Dialogi w których to, wbrew zakazowi zajmowania się obrotami Ziemi, udowadnia znowu, że Ziemia obraca się wokół własnej osi i Słońca. Znowu wydawało mu się, że jego naukowe dowody i logiczne wyjaśnienia są w stanie przekonać zatwardziałe umysły fanatycznie obawiające się iż Biblia może przedstawiać błędne wyjaśnienia zjawisk. Oczywiście znowu został pokonany.

Wydaje się, że problemem Galileusza było to, że nie rozumiał jak można odrzucić dowody płynące z doświadczeń fizycznych. Uznał, że Biblia wskazuje ludziom drogę do zbawienia a nauka ma pokazać nam budowę świata rzeczywistego, materialnego. Nie widział więc sprzeczności między Pismem Świętym a jego dowodami. Był pełnokrwistym naukowcem. Uważał się najprawdopodobniej za wierzącego. Nie wiem na ile to było wymuszone strachem przed Inkwizycją a na ile prawdą, ale przyjmuje się, że był wierzący.

Kościół złamał mu życie. Strasznie wiele emocji wzbudzało we mnie czytanie fragmentów jego listów do przyjaciół. Przykrym też musiało być dla niego uwięzienie w Arcetri, gdzie 8 lutego 1642 roku zmarł w wieku 78 lat.
Żeby pokazać okrucieństwo Kościoła wobec tego wielkiego człowieka wystarczy jeszcze dodać, że dopiero po tym jak całkowicie oślepł zezwolono na częstsze wizyty przyjaciół w tym jego więzieniu.
Po śmierci Galileusza, miał zostać wzniesiony okazały grobowiec na jego cześć, znowu jednak Kościół się wmieszał i stwierdził, że nie byłoby roztropnym, aby osoba dwukrotnie skazana przez Święte Oficjum miała tak dostojne mauzoleum, mogłoby to “zgorszyć przyzwoitych ludzi”.

Galileusz padł ofiarą władzy fanatyków religijnych, przez co cierpieć musiał strasznie, czemu zresztą nie raz i nie dwa dawał wyraz w swoich listach do przyjaciół.

Dopiero w 350 rocznicę jego śmierci, po 359 latach Kościół Katolicki w osobie Karola Wojtyły aka Jan Paweł II, zrehabilitował Galileusza.
Cóż więcej mogę dodać? Każdy ze stałych czytelników mojego blogaska wie jakie mam zdanie na temat religii (w ogólności) i Kościoła (w szczególności), wydaje mi się, że innego zdania nie wypada mi wręcz mieć na temat tej instytucji oraz niebezpiecznego narkotyku jakim ona karmi wielu ludzi.

Strasznie przygnębiająca jest myśl, że tylu ludzi tak bardzo cierpiało przez fanatyzm religijny innych. Wielu nadal cierpi i nie chodzi mi tutaj tylko o cierpienia spowodowane za sprawą Kościoła Katolickiego, ale generalnie wielu różnych jego odłamów czy innych religii fanatycznie walczących z “hordami niewiernych” czy to za pomocą samolotów, samochodów pułapek czy prostej indoktrynacji…

Dla mnie jest to zło, inni mogą to nazwać inaczej lub wręcz zupełnie tego nie dostrzegać. Najśmieszniejsze i zarazem najstraszniejsze jest to, że są też i tacy, którzy nazwą mnie kłamcą albo w inny sposób usprawiedliwią takie działania, a nawet powiedzą, że są one dobre i konieczne dla zbawienia duszy.

I jak zwykle dyskusja jest bardzo trudna i chyba w zasadzie niemożliwa do rozstrzygnięcia ot tak…

Jednak każdemu, czy to religijnemu czy nie, polecam tę książkę do przeczytania. Naprawdę warto.

Pozdrawiam

Brak Odpowiedzi

Wypowiedz się jeśli chcesz.


Track with co.mments

Wasze komentarze