Najbardziej lubię książki science fiction czy fantasy, lubię też czytać popularno-naukowe. Dawno temu, jakoś na początku podstawówki czytywałem Karola Maya i innych piszących o Indianach i kowbojach :) Można powiedzieć, że na takich książkach się wychowałem. Później poznałem science-fiction i hard sf. To było dla mnie odkrycie przełomowe. Fantasy pojawiła się jakoś tak naturalnie. Była konsekwencją tych kowbojskich czytanek. Czytałem też prozę oczywiście. Generalnie czytać lubiłem, lubię i jak sądzę lubić będę do końca życia mojego.
Jednakże bardzo rzadko czytywałem thrillery. Jakoś do mnie ten rodzaj twórczości nie przemawiał i chyba nadal niespecjalnie przemawia. Aczkolwiek, jak po tytule tego wpisu zauważyć łatwo, czasami sięgam po tego typu czytadła.
Jako, że już jakiś czas temu nieopatrznie ów tytuł umieściłem na mojej liście książek do przeczytania, tak też musiałem w końcu do niej dotrzeć.
Od jakiś 3 dni myślę nad tym, co mógłbym tutaj o tej książce napisać. “Czwarty lipca” to książka ciekawa, aczkolwiek rozrywka lekka, łatwa i przyjemna nie należy do moich ulubionych. Jak widać, jednak potrzebowałem właśnie takiej książki na ten czas. Czytałem ją z dużym zainteresowaniem. Przygody porucznik Lindsay Boxer z wydziału zabójstw w San Francisco zainteresowały mnie na tyle, że byłem w stanie poświęcić kilka godzin nocnych, na dokończenie czytadła. To, samo w sobie, jest już znacznym sukcesem, na który chyba w innych okolicznościach przyrody, książka by nie zasłużyła.
James Patterson i Maxine Paetro poruszyli w swojej powieści dość ważkie zagadnienie używania broni przez policjantów na służbie. Dodam, że użycie wyżej wspomnianej broni wiąże się ze skutkami śmiertelnymi u ofiar (ależ zdanie…). Czyli po prostu cywile zginęli od kul pani porucznik – nie zdradzę nic więcej. Problem ów jest jak najbardziej na czasie, o czym sam pisałem oraz o czym napisał kilkakrotnie Uenifeu u siebie tutaj, a także tutaj. Może w “Czwartym lipca” sprawa nie jest aż tak “gorąca” jak w Virginii, aczkolwiek na pewno można by ją w jakiś sposób odnieść do dyskusji, jaka się rozpętała wokół tematu posiadania broni przez cywilów. O czym, może jeszcze napiszę – jak zasugerował Uenifeu.
Ale wracając do książki.
Ma zasadnicze dwa wątki. O pierwszym wspomniałem wyżej. Drugi wątek to sprawa niewyjaśnionych morderstw połączonych, pewnym wspólnym elementem. Porucznik Lindsay Boxer próbuje to wszystko wyjaśnić i odkryć, kto jest mordercą. I tutaj też można by się odnieść do zasadności posiadania broni palnej przez cywila. Czy aby na pewno byśmy chcieli, żeby każdy posiadał pistolet i mógł na własną rękę wymierzać sprawiedliwość?
Ale nie będę zdradzał fabuły bo faktycznie jest ciekawa i zaskakująca.
Na koniec przejdę więc do rzeczy dla mnie najważniejszych w każdej książce, czyli do:
...postaci bohaterów…
Według mnie całkiem wprawnie stworzonych. Odniosłem wrażenie, że taka Boxer faktycznie może jak najbardziej istnieć, żyć w San Francisco i pracować w policji. Czemu nie?
Inni bohaterowie są równie prawdziwi. Mają osobowości, wprawnie nakreślone kilkoma “kreskami”. Bez udziwnień i przekręceń, bez rozwlekania się nad postacią. Takie charakterystyki lubię. W jednym zdaniu – utożsamiałem sie z bohaterką. A to jest dla mnie najważniejsze.
...fabuły…
Tutaj też nie jest źle. Nie przepadam za tego typu książkami, jednak ten thriller mnie zaintrygował i z przyjemnością dowiadywałem się nowych rzeczy o mordercach oraz porucznik Lindsey.
W podsumowaniu mogę napisać, że książka czytała się dobrze. Nie jest to literatura ambitna czy wyszukana, porusza jednak kilka ciekawych tematów oraz sposób prowadzenia narracji i bohatera sam w sobie również jest interesujący. Jeśli nie macie nic ciekawszego a znajdziecie chęć na lekturę łatwą i przyjemną to “Czwart lipca” Jamesa Pattersona i Maxine’a Paetro wydają się być odpowiednim zapychaczem czasu.





Brak Odpowiedzi
Wypowiedz się jeśli chcesz.