Wyszło tak jakoś samo, że dzisiaj wraz z Gabą i jej koleżanką Marysią wpadliśmy do MacDonald’s na lody.
Spędziliśmy tam w sumie 3 godziny miło dyskutując na najróżniejsze tematy.
To aż normalnie nie normalne, żeby w MC spędzić tyle czasu. Żarcie jak to w MC – śmieciowe, ale raz na jakiś czas lubię tam zjeść tego niezdrowego “hamburgiera” :)
Jak się okazało czas spędzony w tej restauracji zaowocował kilkoma bardzo ciekawymi pomysłami… Strasznie lubię to uczucie, kiedy wpada się na jakiś świetny pomysł i człowiek próbuje ten pomysł rozszerzyć, uściślić i doprecyzować. Mam nadzieję, że niedługo będziemy mogli zaprezentować Wam nasz dzisiejszy pomysł :)





4 Odpowiedzi
Zbigniew Czernik
marzec 25, 2007 at 03:03
1Eee, myślałem, że chodzi o Midnight Commandera… ;)
A na poważnie: zazdroszczę trochę, bo brakuje mi takich burz mózgu ze znajomymi – wszyscy gdzieś się porozjeżdżali po świecie…
walth
marzec 26, 2007 at 09:54
2Właśnie wczoraj mieliśmy kolejne takie spotkanie, tym razem w kawiarni na Placu Zamkowym :) Naprawdę fajnie :) Polecam raz na jakiś czas takie przyjemności.
eskey
marzec 26, 2007 at 10:26
3Ja zazwyczaj odwiedzam MC będąc w trasie, bo wygodnie tak wpaść szybko na coś, co wiem jak smakuje (jem tylko BigMaca z frytkami) :)
Ale nie mam wtedy z kim pogadać...
walth
marzec 26, 2007 at 01:51
4Właśnie potęgą MC jest to, że daje zunifikowane żarcie (bo jedzeniem tego nie nazwę), które jest wszędzie w ich restauracjach takie samo. Dlatego jak byłem w USA czy a w Agnlii to wiedziałem, że w MC jest takie samo jedzenie i nie ma sensu tam iść. Było to odwrotne podejście do tematu niż Amerykanie czy Anglicy, bo oni będąc na zagranicznych wojażach biegają do MC, gdyż wiedzą, że to, co tam jest będzie im smakować i nie rozchorują się (sic!). Natomiast jedzenie jakie może im zaserwować jakiś autochton mogłoby być dla nich “zabójcze” :)
Takie dziwne podejście do życia mają ;-)
Zero ciekawości w ogóle :)
Wypowiedz się jeśli chcesz.