Można by powiedzieć, że przypomniano mi o pewnych zaległościach :) Otóż już od jakiegoś czasu wisi mi w zaległościach “Bohun” Komudy, którego przeczytałem kilka ładnych tygodni temu. I tak sobie wisi i czeka na lepsze czasy. A ja ciągle odwlekam ten moment, kiedy siądę i napiszę słów kilka o tej książce.
Tak naprawdę to nie wiem za bardzo co mogę o niej napisać. Książka nie wywołała we mnie jakiś większych emocji. Z tego co pamiętam to Gabrysi się podobała, ale ja chyba podszedłem do niej dość sceptycznie.
Krwawa, mnóstwo przemocy, opisów cierpienia połączonych z jakąś religijną ekstazą bohaterów. Według mnie książka raczej niezbyt wysokich lotów. Fabuła generalnie ciekawa, ale nie wciągająca na tyle, żeby faktycznie zaakceptować ten świat i to, co w nim się dzieje. Najsłabsze moim zdaniem to właśnie te religijne uniesienia. Tak jakoś nie pasowały w moich oczach do całości. Nie pasowały do tych wydarzeń, tych ludzi i tego jak żyli.
Wiem, że w tamtych czasach ci wszyscy twardzi wojacy byli cholernie religijny. Każdy oczywiście na swój sposób i nie ma tu mowy o miłości bliźniego. No dobra, może jest, ale tylko wtedy jeśli ten bliźni po “naszej” stronie stoi. Inaczej bliźnim nie jest…
Piekara i Pilipiuk bardzo ciepło wypowiadali się o tej książce Komudy. Może ja się po prostu nie znam? Może ja mam kiepski gust? Wiele rzeczy mi się w tej książce nie podobało, nie istotne czy Komuda stara się opisać jakieś ukrywane do tej pory fakty historyczne. Możliwe, że tak, powiem więcej, możliwe, że ma rację, ale zrobił to jednak dość nieciekawie.
Sądzę jednak, że osiągnął dokładnie taki efekt jak chciał ino książka nie jest kierowana do takich czytelników jak ja :)
Dlatego nie sugerujcie się moją opinią, weźcie i przeczytajcie sami jeśli macie ochotę.





Brak Odpowiedzi
Wypowiedz się jeśli chcesz.