Wywiad rzeka – taki podtytuł nosi ta książka.
Oczywiście nie mam zamiaru pisać jej “recenzji”. Wywiad, jak wywiad. Pytanie – odpowiedź. Jednak ani pytania ani odpowiedzi nie są proste.
W mojej ocenie jest to właśnie książka typu mindfuck. Książka o Człowieku. To naprawdę robi wrażenie.
Życie Bartoszewskiego to II Wojna Światowa i czasy jakie nastały po niej. Włącznie z dniem dzisiejszym. Nie jestem znawcą tematu, większość nazwisk, faktów i dat, które w tej książce się przewijają nic mi nie mówi, ale ja i tak nie tym jestem zainteresowany. Tak naprawdę to czytając ten wywiad chciałem wyciągnąć z niego informacje o Władysławie Bartoszewskim jako człowieku. I co znamienne da się takie informacje z tej książki wyciągnąć. Nie ma tylko wspomnień ale są też i głębokie przemyślenia człowieka, który naprawdę wiele przeżył i uratował z tych przeżyć siebie. Robi to na mnie wrażenie.
[...]Gdzie są granice międzyludzkiej solidarności?[...] O kim możemy powiedzieć, że uczynił wystarczająco dużo dla ratowania ludzkich istnień? O tym, kto zapłacił za to własnym życiem! O tym, kto zapłacił za to własnym życiem, spełniając ewangeliczny nakaz miłości albo kierując się laickimi zasadami etyki, to wszystko jedno! Bo jeśli zginął, to nikt nie może o nim powiedzieć, że nie uczynił wystarczająco dużo. Ten zaś, kto przeżył, zawsze może i powinien zadać sobie pytanie: – Czy naprawdę uczyniłem wystarczająco dużo? A jeśli mogłem uratować jeszcze jednego albo dwóch ludzi, i tego nie zrobiłem? Nikt nie jest sędzią we własnej sprawie, więc nikt nie może powiedzieć, że nie mógł uczynić więcej…[...]
Bartoszewski, jako młody chłopak był w organizacji “Żegota”, która ratowała Żydów z getta. Podczas trwania wojny pokazał się jako człowiek bardzo odważny, oddany sprawie i lojalny. Nie pękał – jak to nie raz podkreślał w wywiadzie.
Jakiś czas temu poruszyłem temat patriotyzmu, we wpisie Patriotą być.... Oto jak definiuje patriotyzm Władysław Bartoszewski:
[...]Bo ja uważam się za patriotę. Co to znaczy? Że biorę odpowiedzialność za przeszłość mojego narodu w dobrym i złym, i za jego przyszłość, tak jak biorę odpowiedzialność za samego siebie. A ponieważ tak się składa, że jestem wierzącym chrześcijaninem, to mam pewność, że moje dobro nie może stać w sprzeczności z dobrem narodu i z dobrem powszechnym. Więc jeśli jestem potrzebny, to nie powinienem się wahać.
I dalej:
Dla mnie patriotyzm jest wartością. To znaczy czymś pozytywnym. Postawą wolną od demagogicznych podniet, od paranoicznego węszenia za wrogiem. Postawa na rzecz czegoś, a nie przeciw komuś. Na rzecz godności, która wiąże się nieodmiennie z szacunkiem dla ludzi innego pochodzenia, innej wiary. Bo uznanie różnorodności kulturowej, różnorodności pamięci pokoleń, rozmaitości tradycji wzbogaca wspólnotę państwową. Na rzecz czegoś! Na rzecz szklanych domów! Ja wiem, że dziś Żeromski nie w modzie, ale te szklane domy trafnie symbolizowały coś czystego, przejrzystego – przeciwstawiającego się zaduchowi, ciasnocie poglądów, ciemnocie.

Jak nic dedykuję te słowa naszym rządzącym. Bo tego właśnie co w nich zawarł prof. Władysław Bartoszewski brakuje w dzisiejszej Polsce.
Właśnie za takie perełki ta książka “ryje banie”. Bartoszewski mówi przeważnie o dobrych ludziach. O złych stara się nie mówić bo nie warto. Trudno się z nim nie zgodzić. Wychodzi z tego jednak obraz człowieka, który miał ogromne szczęście. Spotykał właściwych ludzi we właściwym czasie we właściwym miejscu. A to przecież na pewno nie do końca prawda. Dlatego czytając ten wywiad należy mieć na uwadze, że Bartoszewski mówi tu przeważnie o tych dobrych, których los zetknął z nim i z którymi los zetknął jego. Takie jest przynajmniej moje odczucie.
Na zakończenie pozwolę sobie na jeszcze jeden cytat, trochę dłuższy:
Co w panu jest?
Nie raz o tym myślę, czyniąc rachunek sumienia.
I jakie wnioski?
Wciąż uważam, że mam rację. I że muszę się jej trzymać. Nie chcę pouczać innych. Ja po prostu wiem, że nie pójdę w określonym kierunku, z określonymi ludźmi. Nie i już! Znam podstawową miarę. Więc mam rację.
A reszta przychodzi sama?
Nie lubię o nic prosić. Nigdy nie prosiłem. Uważam się za dziecko przeznaczenia. Szczególne warunki, w których przyszło mi spędzić całą młodość, od matury do trzydziestego trzeciego roku życia, pozbawiły mnie możliwości wahań. Jedyny wybór przed, którym stałem, był taki: albo zaakceptuję coś, co uważam za zło, albo odmówię akceptacji. Nic więcej.
Nie mogłem wybrać środowiska, znajomych, kolegów, bo nie decydowałem, w której celi więziennej zostanę osadzony. Otrzymałem dar od losu, dar od Boga. Bo w Auschwitz, w konspiracji i w więzieniach widziałem wyraźną granicę między “nami” i “nimi”. To mi dało przewagę.
A gdybym był skazany na konieczność ciągłych wyborów? Jak bym się zachował, gdyby nie kraty X pawilony? Czy poszedłbym na ugodę? Na kolejne kompromisy? Dziś wydaje mi się, że znalazłbym wystarczająco dużo siły, aby niczego nie podpisać, nie napisać, nie powiedzieć – tak mi się wydaje, ale w żadnej mierze nie potrafię tego udowodnić.
Więc co w panu jest?
Uważam, że mam rację. Nie, że mam ją z góry! Nie! W gruncie rzeczy jestem człowiekiem niepewnym, nieśmiałym – aż do chwili, gdy podejmę decyzję. Potem zaś zachowuję się jak skoczek stojący na trampolinie. Wykonuję ruch, od którego już nie ma odwrotu.
A źródła decyzji?
Wie pan, uważam, jestem pewien, że każdy z nas nosi w sobie rodzaj busoli, no, nazwijmy to sumieniem albo zdolnością do pytania: czy postąpiłem właściwie? czy stać mnie na skruchę? czy stać mnie na odnowę? Chodzi o to, by nie zapomnieć, że takie pytania są ważne. Wciąż je sobie przypominać.
W świetle tego wszystkiego wiele rzeczy staje się wyraźnie śmiesznych i maleńkich. Głównie mi chodzi o naszych braci bliźniaków, którzy przy prof. Bartoszewskim są jeszcze mniejsi niż przy którymkolwiek mężczyźnie średniego wzrostu.
Naprawdę polecam tę książkę wszystkim, którzy chcą poczytać o prawdziwym bohaterze.
Warto być uczciwym.
[Wszystkie cytaty z książki Michała Komara “Władysław Bartoszewski. Skąd pan jest? Wywiad rzeka”.]





3 Odpowiedzi
GeedieZ
marzec 6, 2007 at 11:20
1W dawnych czasach gdy byłem jeszcze młody i naiwny interesowałem się polityką. Bartoszewski był wtedy, zdaje się, ministrem spraw zagranicznych. I jakoś tak zawsze odnosiłem wrażenie, że to niezwykle mądry facet. Role model jakich dziś mało (albo i wcale). Jego nawet przeciwnicy polityczni bali się opluć – on był jakoś ponad to bagienko, w którym taplają się do dzisiaj zapraszając dodatkowo do zabawy świniaki (domyśl się któż zacz) i konie (to chyba jeszcze bardziej oczywiste).
Potem gdy polityką przestałem się interesować, a nawet poczułem do niej obrzydzenie, Bartoszewski zniknął mi z pola widzenia. A ostatnio znów wypłynął na powierzchnię i nawet książki o nim wydają. No proszę.
Mimo całej sympatii do Bartoszewskiego po tę pozycję akurat nie sięgnę. Raz, że nie przepadam za wywiadami – rzekami. Dwa, że polityka i wszelkie postacie wokół niej mnie na dzień dzisiejszy absolutnie odstręczają. I trzy – bo boję się, iz w książce są jakieś wstawki o życiu osobistym, a to mnie kompletnie nie interesuje.
walth
marzec 6, 2007 at 11:31
2Hehe tam są tylko wstawki o życiu osobistym :) Opowiada o wojnie i później o okresie powojennym, komunizmie, wyjazdach, nagrodach i tym wszystkim co go spotkało. I kogo spotkał.
Faktycznie obraz Bartoszewskiego, jaki z książki przeziera to właśnie osoba ponad podziałami. Ponadpartyjna. I honorowa.
Lech
marzec 7, 2007 at 11:49
3Szanuję Prof. Bartoszewskiego. Istnieją jeszcze inne pozycje opowiadające o Bartoszewskim – nie tylko w formie wywiadu. Człowiek z zasadami jakich mało.
Pozdrowienia!
Wypowiedz się jeśli chcesz.