Już ze 3 tygodnie używam owego klonu Ubuntu. Powoli zaczynam tęsknić do Gentoo, do portage, do tego, że instaluję tylko to, co chcę a zależności są naprawdę minimalne. Owszem Firefox pod Gentoo wygląda kiepsko. Strony często mają zbyt małą czcionkę i nie wiem w czym jest problem, polonizacja Gentoo też mi się jeszcze nigdy całkowicie nie udała mimo niejednokrotnego przeczytania na forum Gentoo jak należy to zrobić.
Linux Mint Bea jest fajny. Praktycznie gotowy do działania “out of the box”. Nie wymaga chyba żadnych zabiegów konfiguracyjnych jeśli ktoś chce surfować po sieci, pisać maila, słuchać muzyki czy oglądać TV. To wszystko działa od razu. ZERO konfigurowania podstawowej funkcjonalności jaką nowoczesny system operacyjny mieć powinien już na starcie. Oczywiście nadal jest to Linux i jako taki wymaga pewnej wiedzy. Jeśli ktoś przechodzi z Windows to niech do tych plusów jakie podałem doda, że wszystko to i tak dla niego będzie czarną magią. Jednak na pewno będzie to o wiele lepszy wybór niż Gentoo, dla zupełnie zielonego użytkownika systemów operacyjnych spod znaku zadowolonego z siebie Pingwinka :)
Dlatego właśnie wydaje mi się, że niedługo znowu zasiądę za sterami Gentoo i będę mógł znowu zająć się rozwiązywaniem mnóstwa problemów, które owa dystrybucja mi na pewno przysporzy.
Wracając do Bei, to po najnowszym upgradzie systemu coś widzę pewne problemy z importem fotografii z mojego aparatu. Coś się pochrzaniło, ale muszę jeszcze popróbować kilku chwytów i dopiero się okaże, co jest problemem…





Brak Odpowiedzi
Wypowiedz się jeśli chcesz.