Walth's World

Blondas poznaje świat

Asukamaru

Właśnie skończyliśmy oglądać “Yamato”.

Wywarł na mnie ogromne wrażenie. Bardzo dobrze, że nie zrobili go Europejczycy czy Amerykanie.
Mentalność, kultura, sposób bycia, wyrażania uczuć... Tak bardzo to wszystko nas dzieli… Wydawać by się mogło, że wszystko nas dzieli, a jednak film opowiada o tym, co nas łączy.

“Yamato” – największy okręt wojenny ówczesnego świata. Niezniszczalny. I ludzie, którzy mieli jedną duszę i jeden umysł. Wszystkich łączyła jedna idea. Nie byli źli… Owszem, rozpoczęli tę wojnę, byli bezwzględni. I Junya Satō doskonale to pokazał. Miał do tego prawo. Jednak to Japończykom kibicujemy, Japończyków podziwiamy. Są filozofami, krajem, przy którym nasza kultura wydaje się żywcem wzięta z chlewu.
To niesamowici ludzie.
Uczucia – prawdziwy problem. Z punktu widzenia Europejczyka oczywiście. Minimum kontaktu fizycznego, jak z drewna, ale jednak wydawało mi się, że byli bardziej ludzcy niż to, co serwuje nam Hollywood. Byli naturalni, nie śmieszni, nie dziwni, ale naturalni właśnie. Wiem, że grali, ale mam nadzieję, że tak właśnie przeżywają swój świat. Bo to było piękne.

Przyznam, że przy początkowych kilku scenach krew się we mnie zagotowała i zastanawiałem się na ile pewne sytuacje zostały pokazane ze względu na naszą europejską mentalność. Takie pytania powstają, bo nagle z twardego Japończyka wyziera ktoś nam bliższy, ktoś kto płacze, łaknie przytulenia i pocieszenia, ktoś, kto chce żyć “normalnie”.
Nie są to jednak sceny częste, na tyle, żeby sugerowały produkcję specjalnie skrzywioną na europejski rynek.

Film o wojnie, cierpieniu i gorzkim smaku porażki, ale także o honorze. Głębokim poczuciu własnej godności i godności całego narodu. Podobał mi się...

A dlaczego “asukamaru?
Obejrzyjcie film.
TO mój hołd dla tych, których śmierć nie zmieniła już niczego…

...a pokazała prawdziwe różnice między nami a nimi.

Brak Odpowiedzi

Wypowiedz się jeśli chcesz.


Track with co.mments

Wasze komentarze