Walth's World

Blondas poznaje świat

Wyczytany

Tak jakoś się złożyło, że wczoraj udało mi się przebrnąć przez zaległych prawie 300 newsów w moim Google Reader. Zaległości te powstały z powodu natłoku pracy jaki miałem ostatnio.
Na szczęście wczoraj wieczorem, po pracy, nim moja ukochana Gabcia wróciła do domu, miałem trochę czasu na doczytanie. Dzisiaj dokończyłem resztę, już w pracy, bo na razie cisza i spokój i okazuje się, że nie mam już co robić w Sieci!

Uzależnienie to straszna rzecz… Nie byłbym jednak w stanie bezboleśnie zrezygnować z tych przyzwyczajeń, tak, jak nie potrafiłbym zrezygnować z prowadzenia bloga, nawet takiego, którego prawie nikt nie czyta.

I tak właśnie stałem się “wyczytany” z newsów, które subskrybuję. Dziwne uczucie jak się tak człowiek przyzwyczai, że na koncie czytnika RSS lub RSS (jak kto woli :-) ) mam kilkaset nieprzeczytanych ciekawostek.

Kiedyś CoSTa popełnił wpisiki o tym jak to klikowiejemy i miał tutaj sporo racji. Ja do tego “klikowienia” dodałbym jeszcze w moim przypadku, wyczytanie jakie mnie dzisiaj spotkało i uczucie z nim związane.
Nie, nie jest to pustka po przeczytaniu wszystkich wpisów jakie miałem do przeczytania, ale uczucie, że w końcu przez to przebrnąłem i pytanie czy jest sens?
Straciłem sporo czasu – czy faktycznie było warto? Wydaje mi się, że tak, było warto. Wiele wpisów na czytanych blogach poinformowało mnie o ciekawych i/lub ważnych wydarzeniach z kraju i ze świata, których w inny sposób bym nie otrzymał. Oczywiście nie wszystkie wpisy były warte mojego czasu a i pod wpływem natłoku jaki się przez kilka dni zrobił kilka blogów wyleciało z czytnika – to chyba normalne i zdrowe, jak zrzucanie starego naskórka :D

Tylko czy przypadkiem Internet nie za bardzo ingeruje w moje/Wasze życie? I jak to sprawdzić? Czy Sieć nie stała się protezą kontaktów międzyludzkich?

  • Informacje potaniały tak bardzo, że w tej chwili można mieć (prawie) wszystko bez większych trudności.
  • Informacje się zmieniają tak szybko, że w tej chwili nadążenie za nimi wiąże się z instalowaniem dodatkowych wtyczek do przeglądarki, które na bieżąco monitorują nam czy dostaliśmy nowego mila albo newsa, sprawdzają jaką mamy pogodę (mimo, ze okno z prawej strony i tylko głowę przekręcić) i generalnie dostarczają nam całe mnóstwo informacji, bez których nie możemy już żyć.

Jak z tym walczyć? I czy aby na pewno musimy z tym walczyć? Bo przecież nam jest z tym raczej dobrze.

Trudno mi odpowiedzieć na te pytania. Trudno mi jest w ogóle je sobie zadać gdyż są obnażające. Obnażają naszą bezradność w starciu z bezduszną, a nawet bym powiedział inaczej, wieloduszną Siecią. Gdzie jest człowiek w tym wszystkim? Czy ktoś, kto chce a nawet żąda abym przestał używać blokera reklam do FF czy firewalli i antywirusów jest śmieszny czy nie? Czy powinienem go traktować jak jakiś przypadek, na który natknąłem się w sieci, czy jak człowieka, który ma swoje spojrzenie na świat?

Strasznie dużo pytań a mało odpowiedzi… Rozrósł mi się ten wpis z krótkiej notki do jakiegoś filozoficzno-etyczno-moralnego elaboratu ;-) Mam nadzieję, że ci nieliczni, którzy to przeczytają wybaczą mi ten upust jaki dałem słowom gnieżdżącym się w mojej czaszce :)

Trzymajcie się ciepło w tę piękną, słoneczną (przynajmniej w Warszawie), niedzielę lutego!

Brak Odpowiedzi

Wypowiedz się jeśli chcesz.


Track with co.mments

Wasze komentarze