Walth's World

Blondas poznaje świat

"Królowa"

Darmowe bilety na przedpremierowe pokazy są fajną rzeczą. Akurat podpasował nam termin wyświetlania tego filmu w Kinie Luna i mogliśmy cieszyć się tym obrazem na dużym ekranie.

Na początek od razu napiszę, że film jest dobry. Naprawdę. Jeśli tylko będziecie mieli okazję go zobaczyć, zróbcie to. Najlepiej w kinie, z napisami i kilkudziesięcioma innymi osobami. Aczkolwiek nie sądzę, aby film stracił na małym ekranie.
Niestety myśmy się spóźnili (Gaba pracowała do 17:45 a film był na 18:15) i musieliśmy siąść w pierwszych rzędach, ale tak jak mówię tutaj nie efekty specjalne się liczą a gra aktorów.

No więc może “dwa słowa” o tej właśnie grze.
Moim skromnym zdaniem była bardzo dobra. Naturalna i wyrazista. To nie byle co zagrać Królową i Premiera – osoby, które żyją. Była też Lady Di, ale nie było aktorki tylko wstawki dokumentalne. Tutaj także mój ukłon dla twórców tego filmu. Zrobili film z Dianą, ale nie o niej. To naprawdę sztuka umieścić ją w tym wszystkim, dać jej nawet pewną przewodnią rolę, ale nie pozwolić aby zdominowała cały przekaz. Na tle tego udało się pokazać trudy bycia Królową. Nie tylko w pięknych strojach ale także w gumiakach z chustą na głowie prowadzącą zdezelowanego Land Rovera. I w tych gumiakach i chuście nie straciła nic ze swojego majestatu. To zrobiło na mnie wrażenie – jako na widzu.

Frears odikonizował Elżbietę II. Dał jej duszę, której chyba nie wszyscy Brytyjczycy spodziewali się u niej znaleźć. Może nie polubiłem jej, tak jak zasugerowali na bilecie wstępu, ale chyba zrozumiałem ogrom odpowiedzialności jaki musi dźwigać. I samotność.
Hellen Mirren doskonale pokazała uczucia kogoś, kto został wychowany w taki sposób, żeby tych uczuć pokazywać jak najmniej.
Michael Sheen grający Tonego Blaira również stanął na wysokości zadania. Doskonale potrafił oddać uczucia jakie musiały szarpać prawdziwym Pierwszym Ministrem Jej Wysokiej Mości.

No i oczywiście mamy brytyjską flegmę i brytyjskie spojrzenie na świat. Nie jest jednak przejaskrawiano jak u Jasia Fasoli ani nie zostało zepchnięte na dalszy plan – ono po prostu jest tak jak powietrze. Nie widzimy go, dopóki nam wiatr piaskiem w oczy nie dmuchnie.

Dlatego powiem raz jeszcze:

Jeśli możecie obejrzeć ten film – zróbcie to.

Warto. Wśród tego zalewu filmów płytkich, bezosobowych i stawiających na efekty specjalne a wręcz efekciarstwo, “Królowa” jest jak świeży powiew w dusznym pokoju. Odkryjcie w sobie Brytyjczyków :)

Brak Odpowiedzi

Wypowiedz się jeśli chcesz.


Track with co.mments

Wasze komentarze