Nienawidzę tego po prostu…
Sklepy osiedlowe jakie nas otaczają mają tak nieprzyjemną atmosferę, że jak mam iść zrobić w nich jakieś zakupy to normalnie mnie trzęsie.
- Smutne, spod oka patrzące kasjerki – którym się wcale nie dziwię, bo za ciężką pracę otrzymują niskie wynagrodzenie, a klienci też szpile umieją wsadzić...
- Nawet obecność szefa nie zmienia potencjału energetycznego kasjerek, które tylko stają się bardziej nerwowe i skore do pomyłek…
- Smutni zakupowicze, snujący się między pułkami, sami nie wiedzący czego chcą i czy aby tu na pewno jest taniej o 5gr. niż sklep obok…
- Długie kolejki, bo szef sklepu nie chce zatrudnić jednej kasjerki więcej, bo się nie opłaca…
No i jak tu robić zakupy, żeby się nie zdołować i myśli czarnych nie wchłonąć?
Powiadam Wam
NIE DA SIĘ!!
Ale… :)
Jestem w stanie nadłożyć drogi (co w moim wypadku jest wielkim wyrzeczeniem, Gaba może potwierdzić, bo leń jestem i zawsze po najmniejszej linii oporu idę) i przetuptać do jakiegoś prywatnego sklepiku, kilkaset nawet metrów dalej niźli najbliższy “supersam”, gdzie za ladą stoi właścicielka/właściciel i obsłużą mnie z zupełnie inną atencją.





1 Odpowiedź
gabcia
styczeń 16, 2007 at 05:59
1szkoda tylko, że tak rzadko Ci się Kochanie to udaje,,,no ale i tak lepsze to niż gdybyś omijał wszytskie sklepy, bo nie podobałoby mi sie zrzucanie wszystkich “zakupowych obowiązków” na moją małą osobę :D
Wypowiedz się jeśli chcesz.