Prawdziwa Space Opera
Oto 3 tomy:
- “Dysfunkcja rzeczywistości. Początki”
- “Dysfunkcja rzeczywistości. Ekspansja”
- “Widmo Alchemika. Konflikt”
Naszło mnie kiedyś na s-f i musiałem sobie coś z tego gatunku kupić. Trafiło na Hamiltona, bo książka gruba i dość mały druk, więc powinno być co czytać. Zresztą Intuicja mi podpowiadała żebym kupił.
Kupiłem.
Zacząłem czytać. Najpierw nie po kolei, bo zacząłem od drugiej części. Szybko się zorientowałem – kupiłem część pierwszą. I dobrze się stało, bo to nie jest opowieść, której czytanie można rozpocząć w dowolnym momencie. Należy czytać od początku. I to uważnie. Autor wprowadza tak wiele postaci z tak różnorodnymi imionami i nazwiskami, że połapanie się w tym bywa dość trudne.
Wątków jest równie dużo, aczkolwiek wszystkie skupiają się w jakimś sensie na tytułowej dysfunkcji rzeczywistości.
Przyznam, że na początku miałem trudności z zaakceptowaniem języka Hamiltona. Te jego przekazy datawizyjne, adamiści, edeniści, habitaty, więź afiniczna... Co to kurde jest? Z czym to jeść? Czyżbym nadal jeszcze nie trzymał pierwszego tomu w ręku?
Ale spokojnie. Wszystko się powoli wyjaśnia. Na szczęście Autor nie czyni tego wprost. Czytałem i powoli rozgryzałem ten świat. To całkiem miłe uczucie i zapewniam Was, że wyobraźnia Hamiltona jest nietuzinkowa.
Ogarną mnie świat, w którym ludzkość kolonizuje setki planet i planetoid. Poznajemy kilka ras. Do tego dowiadujemy się o istnieniu żywych statków powiązanych specjalną więzią ze swoimi kapitanami.
A w tym wszystkim pojawia się zagrożenie. Wróg tak potężny, że w zasadzie niezniszczalny.
Naprawdę trzyma w napięciu. W pewnym momencie miałem wrażenie, że Autor się zagalopował i nie będzie już w stanie uratować ludzkości, takiej jaką ją znamy. Chyba, że wcale nie ma zamiaru jej ratować...





1 Odpowiedź
GeedieZ
luty 9, 2007 at 09:03
1O, coś ciekawego :D Ja póki co zakupiłem Alastaira Reynoldsa – gatunek ten sam ale poruszane problemy chyba nieco inne.
Wypowiedz się jeśli chcesz.