Internet to ogromne śmietnisko.
Znajdziemy tu wszystko. Od amatorskich opracowań po profesjonalne porady praktycznie na każdy temat. Tylko brać, czytać, tłumaczyć, uczyć się. Fajne to jest, ale nie można zapomnieć, że w Internecie obowiązują pewne prawa. Internauta ma obowiązek przestrzegania na przykład prawa autorskiego itp, itd. Właśnie w sprawie plagiatów rozgorzała ostatnio wojna wśród rodzimych twórców blogów:
Piotr Mikoajski opisał kradzież jakiej dopuścił się Polski Blogger na swoim blogu.
Dalej poleciało już lawinowo:
Paweł Tkaczyk
bytowisko
Ja, RAFI
Zapewne jeszcze kilka linków mógłbym tu przytoczyć, ale te są chyba najbardziej wartościowe. Jak widać Internet mimo, że śmietniskiem jest, potrafi jako taki porządek na tym śmietnisku wymuszać, czego najlepszym przykładem jest usunięcie tekstu z bloga Polskiego Bloggera.
Ale wracając do bogactwa Sieci.
Są tegoż bogactwa wady i zalety. Otóż, nie trudno się domyśleć, że w takim śmietnisku ciężko jest znaleźć coś, co nas interesuje, stąd tak ogromna popularność wyszukiwarek internetowych (nie mylić z przeglądarkami ;-) ). Pozwalają one dotrzeć do cennych informacji zgromadzonych w Sieci.
Ach, gdybyż ten bałagan ujrzał Asimov, który miał wielką nadzieję, na planetarną bibliotekę...
Taka biblioteka
musiałaby być tworzona przez jakieś zamknięte środowisko, zapewne rządowe, które tym by się zajmowało. Powstałyby więc kolejne problemy.
- Jak stwierdzić, że taka centralnie zarządzana skarbnica wiedzy nie podlega jakiejś cenzurze?
- Jak pilnować tych, co pilnują, żeby teksty które się tu znajdą były materiałami wartościowymi?
- Jak pilnować pilnujących… i tak dalej…
Czyli tak na prawdę to pojawiają się problemy takie, jakie mają większe portale internetowe różnych gazet, serwisów i te de.
I tutaj właśnie broni się owo śmietnisko samo najlepiej. Niech ktoś spróbuje cenzurować Internet :-) Można ograniczyć dostęp (patrz Google w Chinach), jednak prawdziwych treści cenzurować nie sposób. Trzeba by było zapanować nad ISP, nad firmami sprzedającymi lub dającymi za free dostęp do serwerów, na których można umieszczać strony www, oraz wreszcie nad samymi Internautami, poprzez system programów instalowanych nawet na ich maszynach, które by cenzurowały treści jakie pojawiają się na ich ekranach. Mam nadzieję, że to utopia :)
Za tę wolność panującą w Internecie i za to, że w “żyłach” tego organizmu krążą takie leukocyty jak panowie z blogów powyżej, dbający o zdrowie owego organizmu musimy płacić tym chaosem informacji. Jakoś nie wyobrażam sobie scentralizowania tego w jednym miejscu. Owszem są takie strony jak:
Wikipedia
eioba
Wykop
del.ico.us
i cały ten Social bookmarking ale to wszystko tylko pewnego rodzaju implanty, które mają pomóc organizmowi w funkcjonowaniu. Ten organizm taki już jest i raczej się nie zmieni. A przynajmniej nie na tyle, żeby zmiany te nazwać rewolucyjnymi. Tutaj działa ewolucja. Zbyt wiele komórek twórczych, które są zbyt samodzielne, żeby nad tym wszystkim zapanować. To pocieszające :-)





Brak Odpowiedzi
Wypowiedz się jeśli chcesz.